Porwania w Bon Temps
Jul. 19th, 2010 11:13 pmTytuł: Porwania w Bon Temps
Korekta:
idrilka
Fandom: True Blood/Buffyverse
Ilość słów: 1239
Spoilery: w Buffyverse w zasadzie do końca, bo akcja dzieje się post-Chosen i post-Not Fade Away. W True Blood: powiedzmy ostrożnie, że do końca II sezonu
A/N: Straszny, straszny crack. Od kiedy tylko zaczęłam oglądać TB, ten tekst bardzo chciał zostać napisany. Ewidentna autoterapia. Dedykowane
idrilka, która niechcący podpowiedziała mi zakończenie.
Porwania w Bon Temps
Wszystko zaczęło się od tego, że Buffy się wściekła.
Powiedziała im razem (a prawdopodobnie również każdemu z osobna) parę słów prawdy, po czym wysłała ich pierwszym samolotem do Cleveland z nakazem, żeby nie wracali, dopóki nie nauczą się współegzystować w z grubsza cywilizowany sposób.
Wtedy nie było jeszcze najgorzej. Ale po trzech tygodniach nawet Faith straciła do nich cierpliwość i niewykluczone, że nawet to skończyłoby się tylko na odświeżającym mordobiciu, gdyby nie wiadomość od Erica Northmana, która przybyła z równoległego wymiaru w bardzo, bardzo nieodpowiednim momencie.
***
- Ta ich Luizjana nie różni się jakoś specjalnie od naszej - oznajmił Spike, rozglądając się uważnie. - Szemrane przydrożne bary, adekwatna mozaika rasowa, fatalny akcent... Wszystko wygląda znajomo.
- Kiedy ty niby byłeś w Luizjanie?
- Kiedy ty rozważałeś na przemian swoje dawne zbrodnie i wyższość szczura z keczupem nad szczurem bez keczupu.
Angel dyplomatycznie udał, że nie słyszał tej ostatniej uwagi.
- Co myślisz o tym, co powiedział nam ten... Eric?
- Wyszliśmy z szafy, bla, bla, bla, krew wampirów to narkotyk, bla, bla, bla, w miejscach publicznych udajemy puchate króliczki, bla, bla, bla... A, i coś porywa mu wampiry z jego regionu. Tak, jasne, co jeszcze? Naprawdę zamierzasz się za to zabrać? Od kiedy to my ratujemy wampiry wysysane przez ludzi?
- A co, chcesz wrócić do Cleveland i tłumaczyć Faith, że zadanie, które nam wyznaczyła, nie odpowiada twoim standardom moralnym?
***
Domostwo Comptonów, które miało stanowić ich bazę wypadową, składało się z dobrego wampira Billa, hormonalnie niestabilnej wampirzycy Jessiki i dużej ilości zdewastowanej stolarki różnorakiej. Angel natychmiast poczuł się jak w domu i przystąpił do ustalania strategii, a Spike po pięciu minutach wymyślił bardzo kiepską wymówkę i pobiegł prosto do baru Merlotte'a.
Ledwo zamówił skrzydełka na ostro, do jego stolika dowizgnął dobry wampir Bill.
- Nie możesz tego zjeść.
- Dlaczego?
- Wampiry nie spożywają pokarmów. Karmimy się li tylko krwią.
- Sam się karm. Li - stwierdził Spike, wzruszając z wdziękiem ramionami, po czym pomachał na rudowłosą kelnerkę. - Kotku, dla mnie podwójne. Z cebulką.
Dobry wampir Bill wyglądał na zagubionego, a kiedy Arlene przyniosła talerz, zmienił wyraz twarzy na dramatyczny.
- Nie możesz tego zjeść!
- Doprawdy? - zainteresował się Spike, rozgryzając chrząstki. - Dlaczego?
- To wbrew regułom!
- Wampiry? Reguły? Nie bądź śmieszny, Ashley. Chcesz jedno?
***
- Co to za świat? - jęknął Spike. - Pijemy sztuczną krew. Mamy szeryfów. Nawet nie mogę sobie nikogo zakołkować bez sądu, a w dodatku mieszkam u dobrego wampira Billa, mrocznego i samoudręczającego się weterana wojny secesyjnej!
- Spróbuj go zrozumieć - powiedziała lojalnie, acz bez wielkiego przekonania Jessica. - W końcu jest nawróconym wampirem...
- Ja też.
- No i pewnie, jest trochę staroświecki, w końcu ma prawie dwieście lat...
- Ja też. I dostaję dodatkowy punkt, bo jak byłem mały, to widziałem królową Wiktorię. A on? Proszę cię, jaki szanujący się wampir może się nazywać Bill?
- Wiesz, w końcu ma na imię William...
- Ja też, a nie doprowadza mnie to do takich skrajności.
Zanim Jessica podjęła wysiłek wymyślenia kolejnego nieszczerego usprawiedliwienia, skrzypnęły drzwi wejściowe. Straumatyzowany Spike znalazł się przy nich jednym skokiem (wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tego migania zamiast uczciwych sprintów). Na widok wracającego z rekonesansu Angela wyraźnie się rozpromienił.
- Spike...
- Tak?
- Czy ty mnie... przytulasz?
- Na to wygląda - oznajmił, nie cofając się ani o krok.
- Możesz mi to wyjaśnić?
- Tęskniłem za tobą. Obiecuję, już nigdy nie nazwę cię Kapitanem Czółko.
- I bardzo słusznie, uważam, że twoje czoło jest bardziej imponujące od mojego.
***
Resztę nocy spędzili we czwórkę. Bill i Angel siedzieli w fotelach po obu stronach kominka i marszczyli ponuro czoła, Jessica pisała SMSy do Hoyta, a Spike ostentacyjnie żuł gumę.
Z rekonesansu Angela nie wynikało nic, czego nie dowiedzieliby się wcześniej od Erica. W okolicach Bon Temps jako krwiopijcoprzyjaznych osiedliło się ostatnio kilka grup wampirów i parę tygodni temu zaczęły znikać co młodsze i ładniejsze nieumarłe. Póki co ofiarą padło już pięć dziewcząt, w związku z czym Jessica bała się wychodzić z domu, Bill przejawiał udramatyzowaną troskę, a Eric poczuł metaforyczny ciężar odznaki w kieszeni i wezwał pomoc.
Porywacze byli naprawdę sprytni, bo póki co nikomu nie udało się wyśledzić absolutnie nic. Nawet dokładne miejsca zbrodni pozostawały niejasne, nigdzie nie było widać żadnych śladów walki. Spike próbował nieśmiało zasugerować, że panienki dobrowolnie poszły w tango i jak już się objedzą Kreolów, to wrócą, ale Bill tylko zgromił go wzrokiem za werbalne demoralizowanie Jessiki, więc demonstracyjnie otworzył sobie piwo i nie odzywał się więcej.
***
- Naprawdę musimy?
- Wiesz, że tak.
Spike nie przestawał wiercić się w swojej trumnie.
- Ja rozumiem, że jesteśmy istotami mroku, ale oni chyba podchodzą do tego zbyt poważnie - jęknął. - Proszę cię, obowiązkowe leżakowanie w dzień? Nie uważasz, że to trochę upokarzające?
- Przecież i tak zawsze przesypiasz dnie...
- No tak, ale robię to z własnej woli, a nie pod przymusem!
Angel wzruszył ramionami i przewrócił się na drugi bok. Po męczącym rekonesansie wśród pól i lasów nie był specjalnie w nastroju do pocieszania dramatyzującego Spike'a. Zignorował kilka pełnych boleści westchnień, ale około siedemnastego nie wytrzymał.
- O co znowu chodzi? - warknął.
- Tęsknię za moim kocykiem...
***
Kolejne noce biegania po lasach nie przyniosły żadnych efektów, przez co Jessica stawała się coraz bardziej zbuntowana, Bill - melodramatyczny, Angel - zadumany, a Spike podejrzliwy. Wszyscy wokół upierali się, że to robota narkomanów, którym przecież jako żywo powinno być wszystko jedno, czy ich źródełko wygląda ponętnie w bardotce.
Po tygodniu bezowocnych poszukiwań trzej dzielni rycerze postanowili się rozdzielić. Jessicę umieścili pod opiekuńczymi skrzydłami Sama Merlotte'a, a sami podzielili się regionami i ruszyli w drogę.
Spike wytrzymał w tym cholernym gąszczu godzinę, a potem ukradł pierwszy z brzegu samochód i pojechał prosto do Fangtasii. Zawsze potem będzie mógł powiedzieć, że podpowiedział mu to jego zwierzęcy instynkt łowcy i bynajmniej nie chodziło tylko o whisky, striptiz i brak komarów.
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy... - Pam zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. - Już zaczynaliśmy się niepokoić. Eric czeka na ciebie w gabinecie.
***
- Mam nieodparte wrażenie, że skądś znam tego kociaka.
Młoda blond wampirzyca pokręciła biodrami, a przymocowany do stringów sztuczny ogon zakołysał się ponętnie.
- Pomyślmy, czy aby nie było jej na tych zdjęciach, które nam dałeś? - kontynuował Spike, starając się nie zwracać uwagi na elementy jawnie rozpraszające jego uwagę. - Tych, wiesz, z dużym, czerwonym napisem: ZAGINIONE?
- Kto, Maggie? - zdziwił się uprzejmie Eric. - Tak, zdaje się, że była numerem trzy. Napijesz się czegoś?
- Chętnie.
- Skarbie, zostaw nas samych.
Dziewczyna parsknęła w niezbyt udanej parodii miauknięcia i wyszła, nadal mocno kołysząc pupą. Spike z wysiłkiem skupił wzrok na swoim kieliszku.
- Więc jak ci się podoba w naszym wymiarze? - zapytał uprzejmie Eric, siadając naprzeciwko.
- Ależ wspaniale. Moje kły uruchamiają się dwuklikiem, bandy ćpunów spod płotu patrzą na mnie pożądliwie, a dobry wampir Bill zabrania mi jeść skrzydełka na ostro i spodziewa się, że będę słuchał Angela z powodu marnych stu dwudziestu lat różnicy wieku.
- Interesujące.
- W dodatku facet, który nas tu sprowadził, żebyśmy uratowali jego wampirze królewny przed porywaczami, przechowuje domniemane ofiary w swoim klubie go-go. A kiedy go na tym przyłapałem, to zaserwował mi zero Rh minus w kryształowym kieliszku i najwyraźniej się świetnie bawi.
Eric roześmiał się głęboko, wstał z fotela i zaczął przechadzać się po pokoju.
- Widzisz, jako szeryf muszę mieć oczy i uszy otwarte - oznajmił rzeczowo. - Orientować się, słuchać plotek, wiedzieć, co w trawie piszczy... Nie tylko tutaj, także w sąsiednich wymiarach. Powiedzmy, że dowiedziałem się tego i owego, zasięgnąłem języka - kontynuował, spokojnie kładąc dłoń na udzie Spike'a i patrząc mu głęboko w oczy - i zapragnąłem cię... bliżej poznać.
Korekta:
Fandom: True Blood/Buffyverse
Ilość słów: 1239
Spoilery: w Buffyverse w zasadzie do końca, bo akcja dzieje się post-Chosen i post-Not Fade Away. W True Blood: powiedzmy ostrożnie, że do końca II sezonu
A/N: Straszny, straszny crack. Od kiedy tylko zaczęłam oglądać TB, ten tekst bardzo chciał zostać napisany. Ewidentna autoterapia. Dedykowane
Porwania w Bon Temps
Wszystko zaczęło się od tego, że Buffy się wściekła.
Powiedziała im razem (a prawdopodobnie również każdemu z osobna) parę słów prawdy, po czym wysłała ich pierwszym samolotem do Cleveland z nakazem, żeby nie wracali, dopóki nie nauczą się współegzystować w z grubsza cywilizowany sposób.
Wtedy nie było jeszcze najgorzej. Ale po trzech tygodniach nawet Faith straciła do nich cierpliwość i niewykluczone, że nawet to skończyłoby się tylko na odświeżającym mordobiciu, gdyby nie wiadomość od Erica Northmana, która przybyła z równoległego wymiaru w bardzo, bardzo nieodpowiednim momencie.
***
- Ta ich Luizjana nie różni się jakoś specjalnie od naszej - oznajmił Spike, rozglądając się uważnie. - Szemrane przydrożne bary, adekwatna mozaika rasowa, fatalny akcent... Wszystko wygląda znajomo.
- Kiedy ty niby byłeś w Luizjanie?
- Kiedy ty rozważałeś na przemian swoje dawne zbrodnie i wyższość szczura z keczupem nad szczurem bez keczupu.
Angel dyplomatycznie udał, że nie słyszał tej ostatniej uwagi.
- Co myślisz o tym, co powiedział nam ten... Eric?
- Wyszliśmy z szafy, bla, bla, bla, krew wampirów to narkotyk, bla, bla, bla, w miejscach publicznych udajemy puchate króliczki, bla, bla, bla... A, i coś porywa mu wampiry z jego regionu. Tak, jasne, co jeszcze? Naprawdę zamierzasz się za to zabrać? Od kiedy to my ratujemy wampiry wysysane przez ludzi?
- A co, chcesz wrócić do Cleveland i tłumaczyć Faith, że zadanie, które nam wyznaczyła, nie odpowiada twoim standardom moralnym?
***
Domostwo Comptonów, które miało stanowić ich bazę wypadową, składało się z dobrego wampira Billa, hormonalnie niestabilnej wampirzycy Jessiki i dużej ilości zdewastowanej stolarki różnorakiej. Angel natychmiast poczuł się jak w domu i przystąpił do ustalania strategii, a Spike po pięciu minutach wymyślił bardzo kiepską wymówkę i pobiegł prosto do baru Merlotte'a.
Ledwo zamówił skrzydełka na ostro, do jego stolika dowizgnął dobry wampir Bill.
- Nie możesz tego zjeść.
- Dlaczego?
- Wampiry nie spożywają pokarmów. Karmimy się li tylko krwią.
- Sam się karm. Li - stwierdził Spike, wzruszając z wdziękiem ramionami, po czym pomachał na rudowłosą kelnerkę. - Kotku, dla mnie podwójne. Z cebulką.
Dobry wampir Bill wyglądał na zagubionego, a kiedy Arlene przyniosła talerz, zmienił wyraz twarzy na dramatyczny.
- Nie możesz tego zjeść!
- Doprawdy? - zainteresował się Spike, rozgryzając chrząstki. - Dlaczego?
- To wbrew regułom!
- Wampiry? Reguły? Nie bądź śmieszny, Ashley. Chcesz jedno?
***
- Co to za świat? - jęknął Spike. - Pijemy sztuczną krew. Mamy szeryfów. Nawet nie mogę sobie nikogo zakołkować bez sądu, a w dodatku mieszkam u dobrego wampira Billa, mrocznego i samoudręczającego się weterana wojny secesyjnej!
- Spróbuj go zrozumieć - powiedziała lojalnie, acz bez wielkiego przekonania Jessica. - W końcu jest nawróconym wampirem...
- Ja też.
- No i pewnie, jest trochę staroświecki, w końcu ma prawie dwieście lat...
- Ja też. I dostaję dodatkowy punkt, bo jak byłem mały, to widziałem królową Wiktorię. A on? Proszę cię, jaki szanujący się wampir może się nazywać Bill?
- Wiesz, w końcu ma na imię William...
- Ja też, a nie doprowadza mnie to do takich skrajności.
Zanim Jessica podjęła wysiłek wymyślenia kolejnego nieszczerego usprawiedliwienia, skrzypnęły drzwi wejściowe. Straumatyzowany Spike znalazł się przy nich jednym skokiem (wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tego migania zamiast uczciwych sprintów). Na widok wracającego z rekonesansu Angela wyraźnie się rozpromienił.
- Spike...
- Tak?
- Czy ty mnie... przytulasz?
- Na to wygląda - oznajmił, nie cofając się ani o krok.
- Możesz mi to wyjaśnić?
- Tęskniłem za tobą. Obiecuję, już nigdy nie nazwę cię Kapitanem Czółko.
- I bardzo słusznie, uważam, że twoje czoło jest bardziej imponujące od mojego.
***
Resztę nocy spędzili we czwórkę. Bill i Angel siedzieli w fotelach po obu stronach kominka i marszczyli ponuro czoła, Jessica pisała SMSy do Hoyta, a Spike ostentacyjnie żuł gumę.
Z rekonesansu Angela nie wynikało nic, czego nie dowiedzieliby się wcześniej od Erica. W okolicach Bon Temps jako krwiopijcoprzyjaznych osiedliło się ostatnio kilka grup wampirów i parę tygodni temu zaczęły znikać co młodsze i ładniejsze nieumarłe. Póki co ofiarą padło już pięć dziewcząt, w związku z czym Jessica bała się wychodzić z domu, Bill przejawiał udramatyzowaną troskę, a Eric poczuł metaforyczny ciężar odznaki w kieszeni i wezwał pomoc.
Porywacze byli naprawdę sprytni, bo póki co nikomu nie udało się wyśledzić absolutnie nic. Nawet dokładne miejsca zbrodni pozostawały niejasne, nigdzie nie było widać żadnych śladów walki. Spike próbował nieśmiało zasugerować, że panienki dobrowolnie poszły w tango i jak już się objedzą Kreolów, to wrócą, ale Bill tylko zgromił go wzrokiem za werbalne demoralizowanie Jessiki, więc demonstracyjnie otworzył sobie piwo i nie odzywał się więcej.
***
- Naprawdę musimy?
- Wiesz, że tak.
Spike nie przestawał wiercić się w swojej trumnie.
- Ja rozumiem, że jesteśmy istotami mroku, ale oni chyba podchodzą do tego zbyt poważnie - jęknął. - Proszę cię, obowiązkowe leżakowanie w dzień? Nie uważasz, że to trochę upokarzające?
- Przecież i tak zawsze przesypiasz dnie...
- No tak, ale robię to z własnej woli, a nie pod przymusem!
Angel wzruszył ramionami i przewrócił się na drugi bok. Po męczącym rekonesansie wśród pól i lasów nie był specjalnie w nastroju do pocieszania dramatyzującego Spike'a. Zignorował kilka pełnych boleści westchnień, ale około siedemnastego nie wytrzymał.
- O co znowu chodzi? - warknął.
- Tęsknię za moim kocykiem...
***
Kolejne noce biegania po lasach nie przyniosły żadnych efektów, przez co Jessica stawała się coraz bardziej zbuntowana, Bill - melodramatyczny, Angel - zadumany, a Spike podejrzliwy. Wszyscy wokół upierali się, że to robota narkomanów, którym przecież jako żywo powinno być wszystko jedno, czy ich źródełko wygląda ponętnie w bardotce.
Po tygodniu bezowocnych poszukiwań trzej dzielni rycerze postanowili się rozdzielić. Jessicę umieścili pod opiekuńczymi skrzydłami Sama Merlotte'a, a sami podzielili się regionami i ruszyli w drogę.
Spike wytrzymał w tym cholernym gąszczu godzinę, a potem ukradł pierwszy z brzegu samochód i pojechał prosto do Fangtasii. Zawsze potem będzie mógł powiedzieć, że podpowiedział mu to jego zwierzęcy instynkt łowcy i bynajmniej nie chodziło tylko o whisky, striptiz i brak komarów.
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy... - Pam zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów. - Już zaczynaliśmy się niepokoić. Eric czeka na ciebie w gabinecie.
***
- Mam nieodparte wrażenie, że skądś znam tego kociaka.
Młoda blond wampirzyca pokręciła biodrami, a przymocowany do stringów sztuczny ogon zakołysał się ponętnie.
- Pomyślmy, czy aby nie było jej na tych zdjęciach, które nam dałeś? - kontynuował Spike, starając się nie zwracać uwagi na elementy jawnie rozpraszające jego uwagę. - Tych, wiesz, z dużym, czerwonym napisem: ZAGINIONE?
- Kto, Maggie? - zdziwił się uprzejmie Eric. - Tak, zdaje się, że była numerem trzy. Napijesz się czegoś?
- Chętnie.
- Skarbie, zostaw nas samych.
Dziewczyna parsknęła w niezbyt udanej parodii miauknięcia i wyszła, nadal mocno kołysząc pupą. Spike z wysiłkiem skupił wzrok na swoim kieliszku.
- Więc jak ci się podoba w naszym wymiarze? - zapytał uprzejmie Eric, siadając naprzeciwko.
- Ależ wspaniale. Moje kły uruchamiają się dwuklikiem, bandy ćpunów spod płotu patrzą na mnie pożądliwie, a dobry wampir Bill zabrania mi jeść skrzydełka na ostro i spodziewa się, że będę słuchał Angela z powodu marnych stu dwudziestu lat różnicy wieku.
- Interesujące.
- W dodatku facet, który nas tu sprowadził, żebyśmy uratowali jego wampirze królewny przed porywaczami, przechowuje domniemane ofiary w swoim klubie go-go. A kiedy go na tym przyłapałem, to zaserwował mi zero Rh minus w kryształowym kieliszku i najwyraźniej się świetnie bawi.
Eric roześmiał się głęboko, wstał z fotela i zaczął przechadzać się po pokoju.
- Widzisz, jako szeryf muszę mieć oczy i uszy otwarte - oznajmił rzeczowo. - Orientować się, słuchać plotek, wiedzieć, co w trawie piszczy... Nie tylko tutaj, także w sąsiednich wymiarach. Powiedzmy, że dowiedziałem się tego i owego, zasięgnąłem języka - kontynuował, spokojnie kładąc dłoń na udzie Spike'a i patrząc mu głęboko w oczy - i zapragnąłem cię... bliżej poznać.
no subject
Date: 2010-07-19 09:20 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 09:27 pm (UTC)Dwa wampiry. Tysiąc lat. Silna więź. Nie ma opcji, żeby tam nie było seksu, ale akurat ta strona ich relacji absolutnie nie jest moim pierwszym skojarzeniem w kategorii: "Co najciekawszego można powiedzieć o Ericu i Godricu?".
no subject
Date: 2010-07-19 09:37 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 09:40 pm (UTC)A relacja między nimi jest chyba jedynym poważnym wątkiem tego serialu, który póki co naprawdę przykuł moją uwagę. Jak natrafię na coś dobrego w tym temacie, na pewno będę czytać :).
(Cholera, jutro będę musiała poszukać sobie ikonek z TB...)
no subject
Date: 2010-07-19 09:44 pm (UTC)Ja nawet spokojnie widzę to bez seksu...
no subject
Date: 2010-07-19 09:46 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 09:52 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 09:54 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 10:27 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 10:08 pm (UTC):P
no subject
Date: 2010-07-19 10:31 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 09:50 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-19 10:09 pm (UTC)no subject
Date: 2010-07-20 02:02 am (UTC)Pod koniec był prawdziwy slash, jestem z Ciebie dumna! XD Piękne teksty i jęczenie Spike'a, bardzo prawdopodobne :P
- Nie możesz tego zjeść!
- Doprawdy? - zainteresował się Spike, rozgryzając chrząstki. - Dlaczego?
- To wbrew regułom!
- Wampiry? Reguły? Nie bądź śmieszny, Ashley. Chcesz jedno?
XDDD
- Co to za świat? - jęknął Spike. - Pijemy sztuczną krew. Mamy szeryfów. Nawet nie mogę sobie nikogo zakołkować bez sądu, a w dodatku mieszkam u dobrego wampira Billa, mrocznego i samoudręczającego się weterana wojny secesyjnej!
Zajebiste :D
no subject
Date: 2010-07-20 04:27 am (UTC)A to zależy, jak bardzo będzie mnie crackowało przyszłotygodniowe TB XDDDDDDD.
No, wiem, omg, prawdziwy slash, co się ze mną dzieje? XD
Dzięki za komentarz!
no subject
Date: 2010-07-20 01:09 pm (UTC)Ostatnia scena, która wręcz przesiąknięta była slashem (najlepszego gatunku :D).
Jeśli ktoś się zastanawiał, co mogłoby sprawić, że Spike zyskałby sympatię do Angela, to OTO odpowiedź :D
Z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki TB
{czy tylko mnie totalnie crackowało w serialu scena Bill/Sam?}
Pozdrawiam
Jod
no subject
Date: 2010-07-20 05:42 pm (UTC)Skoro dzięki Billowi nawet ja pokochałam Angela, Spike zrobiłby to tym bardziej.
Dzięki za komentarz i przyłączam się do niecierpliwego czekania na nowy odcinek.