Wesołych Świąt, lj-u! Dużo ciepła, szczęścia i oby ten czas odpoczynku zaowocował wielkim, tłustym Wenem :).
A w ramach prezentu załączam zupełnie nieświątecznego fanfika. Jest świeżutki, napisany pod wpływem chwili i niebetowany. Nie mam pretensji do artyzmu, chciałam uchwycić moment i przemyślenia, które miałam podczas oglądania.
Fandom: Angel
Ilość słów: 753
Spoilery: powiedzmy bezpiecznie, że do 5x17, bo tyle mam obejrzane (bardzo proszę nie spoilerować mi w komentarzach ciągu dalszego ;) )
Bohaterowie: Wesley, Spike
Ostrzeżenia: ponure i prawdopodobnie AU (dopiero wieczorem sprawdzę, jak to tam jest w kanonie)
Skorupka
Świat Wesleya nigdy nie był przesadnie emocjonalny. To tylko on sam - wewnątrz, w ciemności, w ukryciu - przeżywał, walczył, zmagał się i poddawał. Każde, nawet najdrobniejsze uczucie rozrastało się i pęczniało, żywiąc się samokontrolą, pozorowanym chłodem i uprzejmymi uśmiechami. Żadne doznanie nie było zbyt drobne czy nieważne.
- Opowiedz mi, Spike.
- Zwariowałeś, Wes. Serio, jesteś większym wariatem, niż ja, a to już coś znaczy.
Pewnego dnia, kiedy leżał w szpitalu z poderżniętym gardłem (nigdy nie przypomniał sobie, dlaczego akurat tamta kobieta miałaby poderżnąć mu gardło ani na czym zależało mu tak rozpaczliwie, że aż na to pozwolił), ból i gniew stały się tak potężne i wszechogarniające, że nie zdołał zatrzymać ich w sobie. A potem nie było już żadnej tamy, bo i skąd miałaby być? Wesley nigdy nie nauczył się panować nad emocjami, on tylko utrzymywał je wewnątrz własnej głowy.
- Wiedziałeś, co się z tobą dzieje?
- Odpieprz się, Wes. Puść mnie do cholery! To się robi żałosne.
- Wiedziałeś, że umierasz?
- A jak myślisz, Sherlocku? Dru wysysała ze mnie krew kropla po kropli, a ja czułem, jak stopniowo przestaje mi bić serce!
Kiedy wszystkie uczucia przedostały się na zewnątrz, w środku pozostała pustka i Wesley poczuł ulgę. Pierwszy raz w życiu nie potrzebował łamać samego siebie, naginać się do własnej woli. Niczego nie chciał ani nic nie musiał, po prostu płynął bezwładnie i napawał się spokojem. Pierwszej nocy nie mógł zasnąć bez kołyszących go do snu ekstaz i apokalips.
- Ale nie umarłeś.
- Umarłem, idioto. Tylko w przeciwieństwie do większości trupów obudziłem się następnej nocy.
- A potem?
- Co potem? Wszystko było potem. Fight Club. Błagam, nie kompromituj się i powiedz, że to oglądałeś.
- Uznajmy, że się skompromitowałem.
- Katastrofa. Musi nastąpić katastrofa, żebyśmy mogli powstać. A potem... Tylko kiedy stracisz wszystko, zyskujesz wolność do zrobienia czegokolwiek.*
Dopiero po jakimś czasie poczuł się jak dziurawa skorupka (tak, skorupka to bardzo dobre słowo). Wszystkie emocje wypływały swobodnie jako słowa i czyny, a dla niego samego nie pozostawało nic. Lilah była drugą falą ulgi, bo seks, podniecenie i przyjemność są bardzo podobne do uczuć. Miały tę dodatkową zaletę, że pozostawiały po sobie zmęczenie, które mogło kołysać go do snu. Trzeba sobie jakoś radzić.
- Nie zmieniłeś się, od kiedy odzyskałeś duszę.
- A co, myślałeś, że wyrobię sobie jakieś pieprzone alter ego? To tylko nasz Angel, ukośnik, Angelus tak potrafi. Ja nie mam w sobie aż tyle hipokryzji.
- Myślałem, że będziesz taki, jaki byłeś jako człowiek.
- Jestem. Cały czas byłem. To tylko kwestia tego, którą część siebie dopuścisz do głosu.
- Ale przecież demon...
- Demon nic nie daje. Odbiera tylko wszelkie wewnętrzne hamulce. A coś ty myślał? Że to jest jakieś wszczepienie implantu do osobowości? Metafizyczny Chip Zła? Nie bądź śmieszny.
- Stąd wyrzuty sumienia?
- Nikt mnie do niczego nie zmuszał.
W końcu przyszedł dzień, kiedy Fred podeszła tak blisko, jak tylko się da bez zdejmowania ubrania. Natłok uczuć był tak wielki, że nie wszystko mogło wypłynąć i Wesley na chwilę zapomniał o dziurawej skorupce. Oddychał pełną piersią, a do głowy uderzał mu zapach odczynników, laboratoryjnego mydła i - na przekór wszystkiemu - delikatnego, kwiatowego szamponu do włosów. Wydawało mu się, że to już koniec ewolucji, że Fred ostatecznie ukształtowała jego osobowość i pozwoliła mu stać się w pełni dojrzałym człowiekiem. To było w dzień. W nocy lodowe oczy Illyrii jednym spojrzeniem roztrzaskały skorupkę w drobny mak.
- Opowiedz mi, Spike.
- Człowieku, czy tobie to sprawia jakąś chorą satysfakcję?
- Powiedzmy.
- To była kobieta. Za pierwszym razem to była kobieta.
- Oczywiście, że kobieta.
- Miała bardzo miękką skórę na szyi. Jakbym wgryzał się w aksamit.
- Dlaczego to zawsze jest szyja?
- Wcale nie zawsze. Czasami nadgarstek albo udo. Ale szyja jest najlepsza. Tętnica jest najpłyciej, więc tam skóra najmocniej pachnie strachem.
- Strach jest ważny?
- Na początku. Potem jest już tylko krew.
Ukłucie bolało tylko w pierwszym momencie. Potem serce zwolniło, pojawiła się wszechogarniająca słabość, która zwiększała się z każdą sekundą. Można było w niej utonąć, stoczyć się w nią jak w sen. Żadnego lęku, tylko spokój. Nagle silna ręka złapała go za włosy i mocno szarpnęła, a pod ustami pojawiło się coś mokrego i dziwnie lepkiego. Kiedy zimna, metaliczna krew Spike'a uderzyła mu do głowy, Wesley po raz pierwszy poddał się ekstazie, jakiej nigdy nie doświadczył za życia.
* Cytat z Fight Clubu, tłumaczenie własne i dość swobodne. Wiem, że można to było przełożyć wierniej, ale w ten sposób lepiej mi pasuje do sposobu mówienia Spike'a.
A w ramach prezentu załączam zupełnie nieświątecznego fanfika. Jest świeżutki, napisany pod wpływem chwili i niebetowany. Nie mam pretensji do artyzmu, chciałam uchwycić moment i przemyślenia, które miałam podczas oglądania.
Fandom: Angel
Ilość słów: 753
Spoilery: powiedzmy bezpiecznie, że do 5x17, bo tyle mam obejrzane (bardzo proszę nie spoilerować mi w komentarzach ciągu dalszego ;) )
Bohaterowie: Wesley, Spike
Ostrzeżenia: ponure i prawdopodobnie AU (dopiero wieczorem sprawdzę, jak to tam jest w kanonie)
Skorupka
Świat Wesleya nigdy nie był przesadnie emocjonalny. To tylko on sam - wewnątrz, w ciemności, w ukryciu - przeżywał, walczył, zmagał się i poddawał. Każde, nawet najdrobniejsze uczucie rozrastało się i pęczniało, żywiąc się samokontrolą, pozorowanym chłodem i uprzejmymi uśmiechami. Żadne doznanie nie było zbyt drobne czy nieważne.
- Opowiedz mi, Spike.
- Zwariowałeś, Wes. Serio, jesteś większym wariatem, niż ja, a to już coś znaczy.
Pewnego dnia, kiedy leżał w szpitalu z poderżniętym gardłem (nigdy nie przypomniał sobie, dlaczego akurat tamta kobieta miałaby poderżnąć mu gardło ani na czym zależało mu tak rozpaczliwie, że aż na to pozwolił), ból i gniew stały się tak potężne i wszechogarniające, że nie zdołał zatrzymać ich w sobie. A potem nie było już żadnej tamy, bo i skąd miałaby być? Wesley nigdy nie nauczył się panować nad emocjami, on tylko utrzymywał je wewnątrz własnej głowy.
- Wiedziałeś, co się z tobą dzieje?
- Odpieprz się, Wes. Puść mnie do cholery! To się robi żałosne.
- Wiedziałeś, że umierasz?
- A jak myślisz, Sherlocku? Dru wysysała ze mnie krew kropla po kropli, a ja czułem, jak stopniowo przestaje mi bić serce!
Kiedy wszystkie uczucia przedostały się na zewnątrz, w środku pozostała pustka i Wesley poczuł ulgę. Pierwszy raz w życiu nie potrzebował łamać samego siebie, naginać się do własnej woli. Niczego nie chciał ani nic nie musiał, po prostu płynął bezwładnie i napawał się spokojem. Pierwszej nocy nie mógł zasnąć bez kołyszących go do snu ekstaz i apokalips.
- Ale nie umarłeś.
- Umarłem, idioto. Tylko w przeciwieństwie do większości trupów obudziłem się następnej nocy.
- A potem?
- Co potem? Wszystko było potem. Fight Club. Błagam, nie kompromituj się i powiedz, że to oglądałeś.
- Uznajmy, że się skompromitowałem.
- Katastrofa. Musi nastąpić katastrofa, żebyśmy mogli powstać. A potem... Tylko kiedy stracisz wszystko, zyskujesz wolność do zrobienia czegokolwiek.*
Dopiero po jakimś czasie poczuł się jak dziurawa skorupka (tak, skorupka to bardzo dobre słowo). Wszystkie emocje wypływały swobodnie jako słowa i czyny, a dla niego samego nie pozostawało nic. Lilah była drugą falą ulgi, bo seks, podniecenie i przyjemność są bardzo podobne do uczuć. Miały tę dodatkową zaletę, że pozostawiały po sobie zmęczenie, które mogło kołysać go do snu. Trzeba sobie jakoś radzić.
- Nie zmieniłeś się, od kiedy odzyskałeś duszę.
- A co, myślałeś, że wyrobię sobie jakieś pieprzone alter ego? To tylko nasz Angel, ukośnik, Angelus tak potrafi. Ja nie mam w sobie aż tyle hipokryzji.
- Myślałem, że będziesz taki, jaki byłeś jako człowiek.
- Jestem. Cały czas byłem. To tylko kwestia tego, którą część siebie dopuścisz do głosu.
- Ale przecież demon...
- Demon nic nie daje. Odbiera tylko wszelkie wewnętrzne hamulce. A coś ty myślał? Że to jest jakieś wszczepienie implantu do osobowości? Metafizyczny Chip Zła? Nie bądź śmieszny.
- Stąd wyrzuty sumienia?
- Nikt mnie do niczego nie zmuszał.
W końcu przyszedł dzień, kiedy Fred podeszła tak blisko, jak tylko się da bez zdejmowania ubrania. Natłok uczuć był tak wielki, że nie wszystko mogło wypłynąć i Wesley na chwilę zapomniał o dziurawej skorupce. Oddychał pełną piersią, a do głowy uderzał mu zapach odczynników, laboratoryjnego mydła i - na przekór wszystkiemu - delikatnego, kwiatowego szamponu do włosów. Wydawało mu się, że to już koniec ewolucji, że Fred ostatecznie ukształtowała jego osobowość i pozwoliła mu stać się w pełni dojrzałym człowiekiem. To było w dzień. W nocy lodowe oczy Illyrii jednym spojrzeniem roztrzaskały skorupkę w drobny mak.
- Opowiedz mi, Spike.
- Człowieku, czy tobie to sprawia jakąś chorą satysfakcję?
- Powiedzmy.
- To była kobieta. Za pierwszym razem to była kobieta.
- Oczywiście, że kobieta.
- Miała bardzo miękką skórę na szyi. Jakbym wgryzał się w aksamit.
- Dlaczego to zawsze jest szyja?
- Wcale nie zawsze. Czasami nadgarstek albo udo. Ale szyja jest najlepsza. Tętnica jest najpłyciej, więc tam skóra najmocniej pachnie strachem.
- Strach jest ważny?
- Na początku. Potem jest już tylko krew.
Ukłucie bolało tylko w pierwszym momencie. Potem serce zwolniło, pojawiła się wszechogarniająca słabość, która zwiększała się z każdą sekundą. Można było w niej utonąć, stoczyć się w nią jak w sen. Żadnego lęku, tylko spokój. Nagle silna ręka złapała go za włosy i mocno szarpnęła, a pod ustami pojawiło się coś mokrego i dziwnie lepkiego. Kiedy zimna, metaliczna krew Spike'a uderzyła mu do głowy, Wesley po raz pierwszy poddał się ekstazie, jakiej nigdy nie doświadczył za życia.
* Cytat z Fight Clubu, tłumaczenie własne i dość swobodne. Wiem, że można to było przełożyć wierniej, ale w ten sposób lepiej mi pasuje do sposobu mówienia Spike'a.
no subject
Date: 2009-12-24 10:17 pm (UTC)Kiedy wszystkie uczucia przedostały się na zewnątrz, w środku pozostała pustka i Wesley poczuł ulgę. Pierwszy raz w życiu nie potrzebował łamać samego siebie, naginać się do własnej woli. Niczego nie chciał ani nic nie musiał, po prostu płynął bezwładnie i napawał się spokojem. Pierwszej nocy nie mógł zasnąć bez kołyszących go do snu ekstaz i apokalips.
Aaaa. Uwielbiam ten motyw! Sama zresztą ostatnio pisałam coś takiego o Karze, więc czytając ten fragment poczułam się prawie jak w domu. To ostatnie zdanie jest naprawdę świetne... bardzo do mnie trafiło. Zapewne zapamiętam.
Bardzo do Wesleya pasuje mi też pewna oględność i suchy humor - np. Pewnego dnia, kiedy leżał w szpitalu z poderżniętym gardłem - świetne, bardzo czarne ;)
No i Spike. Mnie też bardzo interesuje, czemu on nie zwampirzył się jak wszyscy. W sumie nawet ukułam pewną teorię... jeśli chcesz, mogę wysłać Ci ten fragment, w fiku jeszcze go nie było ;) Ale to naprawdę bardzo ciekawe - i jak szalenie odpowiednie, że to Spike miałby zmienić Wesleya! I jak zajebiście strasznym wampirem byłby Wesley. To byłby naprawdę niebezpieczny przeciwnik...
Generalnie: serduszka.
(Tylko ten cytat bym inaczej przetlumaczyła.)
no subject
Date: 2009-12-24 10:38 pm (UTC)Co do Wesleya i zwampirzenia - porównaj sobie Wesa z I sezonu Angela i Williama na przyjęciu przed spotkaniem z Dru. Niezdarność, nieśmiałość, ciamajdowatość, góra dobrych chęci... Dlatego wybrałam Spike'a do tego tekstu. Bo myślę, że Wes byłby z grubsza takim wampirem, jakim był Spike podczas powstania bokserów.
no subject
Date: 2009-12-24 10:56 pm (UTC)On w mojej głowie też mówi po angielsku, ale znalazłam jakiś taki kanał, którym potrafię go przełożyć. Faktycznie ma to dużo do czynienia z rytmem, nawet więcej niż z rejestrem chyba.
no subject
Date: 2009-12-24 11:04 pm (UTC)Jeszcze mam wizję cracka, w którym Spike w ramach dręczenia Angela urządza dzień Św Patryka: naśladuje irlandzki akcent, rozrzuca zielone koniczynki po całym Wolfram & Hart i demonstracyjnie pije Guinessa. A Angel dostaje szału.
Poza tym nie wiem, czy to moja wyobraźnia, czy faktycznie coś jest na rzeczy, ale wydaje mi się, że Spike dostosowuje akcent do tego, z kim rozmawia. Przy dialogach z Fred mówi taką gładszą, bardziej elegancką angielszczyzną, ale jak widzi Angela, to natychmiast się jeży i wyjeżdża z rynsztokiem. I to wcale nie chodzi o słownictwo, tylko o sposób akcentowania wyrazów.
no subject
Date: 2009-12-24 11:14 pm (UTC)no subject
Date: 2009-12-25 12:45 pm (UTC)Wydawało mu się, że to już koniec ewolucji, że Fred ostatecznie ukształtowała jego osobowość i pozwoliła mu stać się w pełni dojrzałym człowiekiem. To było w dzień. W nocy lodowe oczy Illyrii jednym spojrzeniem roztrzaskały skorupkę w drobny mak.
Świetne. :)
no subject
Date: 2009-12-25 09:32 pm (UTC)