Miałam się zajmować pożyteczną pracą...
May. 5th, 2009 05:37 pm...więc oczywiście prędzej czy później musiałam utknąć na czytaniu jakiejś dyskusji w necie. Tym razem trafiłam tutaj i tak sobie dumam. Bo dlaczego w zasadzie piszę?
Zaczęłam pisać fanfiki, bo strasznie chciałam zobaczyć, jak to jest. Z perspektywy czasu myślę sobie, że potrzebowałam też trochę nowego środowiska, alternatywnego świata (byłam w II klasie liceum, które dało mi bardzo dużo dobrego jeśli chodzi o rozwój intelektualny i bardzo dużo złego, jeśli chodzi o relacje z ludźmi; zabawa w Harry'ego Pottera była idealnym przeciwieństwem tej szkoły. Byłam przeszczęśliwa, że w głębi duszy gram im wszystkim na nosie, zajmując się "infantylną zabawą", którą "nie wypadało" się zajmować). Przede wszystkim jednak chciałam spróbować - tak samo, jak dzisiaj chciałam spróbować smaku mięsa wg przepisu, który znalazłam kilka dni temu. A potem był czat Mirriel, w zasadzie zaraz po wklejeniu debiutu. Zaznajomiłam się z ludźmi, poczułam się pewnie, wiedziałam, że nikt nie będzie ze mnie pokpiwał. Tekst się spodobał, więc mnie wciągnęło - zawsze miałam lekkie pióro, byłam oczytana, dobra technicznie (nigdy nie miałam etapu pisania do szuflady, za co dzięki Bogu - w gimnazjum miałam charyzmatyczną polonistkę, która w ramach gazetki szkolnej wyciągnęła ze mnie masę tekstów i odwaliła całą tę mrówczą robotę pt. "szlifowanie mojej techniki"). A potem to już poszło i pisałam z bardzo, bardzo różnych pobudek. Pojedynki dlatego, że były wyzwaniem. Dostaje temat, który narzuca jakąś interpretację rzeczywistości i strasznie mnie kręci próba wyciągnięcia z tego tematu czegoś oryginalnego, nowego, idącego głębiej niż moje pierwsze skojarzenie. Niektóre opowiadania pisałam dla czyjejś przyjemności - jako prezenty okolicznościowe albo po prostu dlatego, że chciałam komuś zrobić frajdę. Czasem pisałam też z wewnętrznej potrzeby, chcąc przekazać myśl, która nie dawała mi spokoju albo mając w głowie efekt techniczny, który mi się podobał (mam hopla na punkcie parafraz, powtórzeń, rytmów i paralel - napisałam kiedyś opowiadanie bodajże na siedem akapitów, w którym czwarty miał być kluczem napięcia, a pierwszy-siódmy, drugi-szósty i trzeci-piąty miały sobie nawzajem odpowiadać treściowo - i pies trącał, że nikt oprócz mnie tego nie zauważył, ja swoją zabawkę miałam). Pisanie to w zasadzie jedyna dziedzina życia, w której pociąga mnie w jakiś sposób sportowa rywalizacja.
Osobną sprawą są komentarze. Mój Wewnętrzny Megaloman je uwielbia, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ZAWSZE będzie mi ich mało. I powiem Wam, że sekretnie mi się marzy, że ktoś kiedyś otworzy spis treści na Mirriel i będzie po kolei czytał wszystkie moje opowiadania, po czym komentował te, które mu się najbardziej spodobają. Może nawet kiedyś mi się uda, bo nie wierzę, że jestem na tym świecie jedynym zboczeńcem, który czyta autorami wszystko, co tylko się do tego nadaje.
Pewnie mogłabym to wszystko napisać na Mirriel, ale pewnie wyszłoby mi dużo mniej szczerze. Poza tym jest spora grupa, z którą chciałabym na ten temat pogadać, a która na Mirriel pewnie nie zajrzy. Więc zapraszam do dyskusji tutaj :)
Zaczęłam pisać fanfiki, bo strasznie chciałam zobaczyć, jak to jest. Z perspektywy czasu myślę sobie, że potrzebowałam też trochę nowego środowiska, alternatywnego świata (byłam w II klasie liceum, które dało mi bardzo dużo dobrego jeśli chodzi o rozwój intelektualny i bardzo dużo złego, jeśli chodzi o relacje z ludźmi; zabawa w Harry'ego Pottera była idealnym przeciwieństwem tej szkoły. Byłam przeszczęśliwa, że w głębi duszy gram im wszystkim na nosie, zajmując się "infantylną zabawą", którą "nie wypadało" się zajmować). Przede wszystkim jednak chciałam spróbować - tak samo, jak dzisiaj chciałam spróbować smaku mięsa wg przepisu, który znalazłam kilka dni temu. A potem był czat Mirriel, w zasadzie zaraz po wklejeniu debiutu. Zaznajomiłam się z ludźmi, poczułam się pewnie, wiedziałam, że nikt nie będzie ze mnie pokpiwał. Tekst się spodobał, więc mnie wciągnęło - zawsze miałam lekkie pióro, byłam oczytana, dobra technicznie (nigdy nie miałam etapu pisania do szuflady, za co dzięki Bogu - w gimnazjum miałam charyzmatyczną polonistkę, która w ramach gazetki szkolnej wyciągnęła ze mnie masę tekstów i odwaliła całą tę mrówczą robotę pt. "szlifowanie mojej techniki"). A potem to już poszło i pisałam z bardzo, bardzo różnych pobudek. Pojedynki dlatego, że były wyzwaniem. Dostaje temat, który narzuca jakąś interpretację rzeczywistości i strasznie mnie kręci próba wyciągnięcia z tego tematu czegoś oryginalnego, nowego, idącego głębiej niż moje pierwsze skojarzenie. Niektóre opowiadania pisałam dla czyjejś przyjemności - jako prezenty okolicznościowe albo po prostu dlatego, że chciałam komuś zrobić frajdę. Czasem pisałam też z wewnętrznej potrzeby, chcąc przekazać myśl, która nie dawała mi spokoju albo mając w głowie efekt techniczny, który mi się podobał (mam hopla na punkcie parafraz, powtórzeń, rytmów i paralel - napisałam kiedyś opowiadanie bodajże na siedem akapitów, w którym czwarty miał być kluczem napięcia, a pierwszy-siódmy, drugi-szósty i trzeci-piąty miały sobie nawzajem odpowiadać treściowo - i pies trącał, że nikt oprócz mnie tego nie zauważył, ja swoją zabawkę miałam). Pisanie to w zasadzie jedyna dziedzina życia, w której pociąga mnie w jakiś sposób sportowa rywalizacja.
Osobną sprawą są komentarze. Mój Wewnętrzny Megaloman je uwielbia, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ZAWSZE będzie mi ich mało. I powiem Wam, że sekretnie mi się marzy, że ktoś kiedyś otworzy spis treści na Mirriel i będzie po kolei czytał wszystkie moje opowiadania, po czym komentował te, które mu się najbardziej spodobają. Może nawet kiedyś mi się uda, bo nie wierzę, że jestem na tym świecie jedynym zboczeńcem, który czyta autorami wszystko, co tylko się do tego nadaje.
Pewnie mogłabym to wszystko napisać na Mirriel, ale pewnie wyszłoby mi dużo mniej szczerze. Poza tym jest spora grupa, z którą chciałabym na ten temat pogadać, a która na Mirriel pewnie nie zajrzy. Więc zapraszam do dyskusji tutaj :)
no subject
Date: 2009-05-05 04:11 pm (UTC)Ej no! Przecież ja tak robiłam!
no subject
Date: 2009-05-05 04:22 pm (UTC)Od Twoich komentarzy to ja rosnę pięć centymetrów, a chyba wiesz, ile znaczy każdy centymetr przy mojej posturze? ;)
no subject
Date: 2009-05-05 05:01 pm (UTC)Szczęściara. Ja w liceum - takoż w II klasie - po stu latach przerwy usiadłam do pisania czegoś większego. I potrzebowałam roku i dwustu stron Worda dziesiątką, żeby to komuś pokazać. Było fatalne, bo i jakie miało być, ale wyczuwało się pewien postęp.
W związku z tym moja tak zwana technika to kwestia poprawiania własnych błędów i - ale to dopiero niedawno - instytucji bardzo_czarnej_bety. A reszta to eksperyment i próba - nieudana zresztą (z chlubnym wyjątkiem Ariana pod "Czarną wołgą" :) - sprowokowania dyskusji, nazwijmy to, polityczno-socjologicznej.
A zresztą, mimo wszystko, piszę chyba jednak dla siebie - i wymyślam dla siebie, bo większość moich historii (takich z fabułą, bohaterami i w ogóle, a nie fanfiki o polityce) siedzi w mojej głowie i pewnikiem z niej do Worda nie wylezie. Trochę ze mnie dziwak, ale jakoś tak. Głupio mi pokazywać moją pisaninę, wewnętrzna smycz się odzywa ;)
Chociaż pewnie też jestem wewnętrznym megalomanem, jak wszyscy piszący...
(na przykład wyjątek z mojego mejla do kota sprzed dwóch dni: "A mojej Wolności nikt nie komentuje, leży już na trzeciej stronie!" :)
no subject
Date: 2009-05-05 05:07 pm (UTC)- Nikt mnie nie kocha! Nikt mnie nie komentuje!
- Martusiu, ja cię kocham.
- Ale mnie nie komentujesz!
Też mam w głowie multum historii, które nigdy nie trafią do Worda. Bo jak je napiszę, to przestaną mi mieszkać w głowie i żyć tam swoim życiem, a ja ich potrzebuje, żeby nie zwariować.
A w gimnazjum faktycznie miałam fuksa. Bo to wyszło tak mimochodem, przy redagowaniu gazetki. Dopiero z perspektywy czasu okazało się, że to był ogromny warsztat pracy na żywym tekście.
no subject
Date: 2009-05-05 05:56 pm (UTC)Ja niby jeszcze liczę, że kiedyś napiszę prawdziwą powieść - mam już nawet tytuł roboczy (Dramatyczna i Nieśmiertelna Powieść, Która Olśni Miliony i Zapewni Mi Stałe Miejsce Na Firmamencie Gwiazd Fantastyki Światowej) - ale ta zdroworozsądkowa część mojej natury szczerze w to wątpi. Skoro przez dziesięć lat jej nie napisałam, to już chyba nie skończę... ;)
no subject
Date: 2009-05-05 06:00 pm (UTC)no subject
Date: 2009-05-05 06:35 pm (UTC)no subject
Date: 2009-05-05 06:48 pm (UTC)no subject
Date: 2009-05-05 07:06 pm (UTC)no subject
Date: 2009-05-05 08:07 pm (UTC)no subject
Date: 2009-05-05 08:21 pm (UTC)Na forum jestem przez przypadek. Przeczytałam siódmy tom HP, Epilog sam w sobie mi się nie podobał, tylko dzieciaki mnie rozczuliły, a ponieważ wcześniej siedziałam w FF do BtVS, to wiedziałam, gdzie szukać, jeśli chcę "dalszego ciągu" :) Tylko że żadne opowiadanie mnie nie zadowoliło i w przypływie Wena napisałam własny tekst o Albusie Potterze. Trzy, cztery dni mi to zajęło, co stanowiło chyba mój rekord, bo ja piszę wyjątkowo wolno. I tak się zaczęło. Pisanie FF strasznie wciąga.
FF w pewnym sensie mnie też uratowało, bo od jakiegoś roku nie napisałam nic własnego, nie miałam żadnego pomysłu. Teraz mam ich kilkanaście :) Żałuję, że ograniczam się tylko do działalności fandomowej, ale powtarzam sobie, że nic na siłę, że ta faza w końcu mi przejdzie, a jednak rok aktywnego pisania i pracowania nad warsztatem mam już za sobą.
Mam nadzieję, że przez ten czas czegoś się nauczyłam, że piszę coraz lepiej. Najwięcej daje mi jednak praca nad tekstem z Marchwią jako betą :) Dużo się od niej nauczyłam, dzięki niej mogę spojrzeć na swoje pisanie obiektywniej - ja bez jej stempelka Marchew approved nie jestem psychicznie w stanie niczego opublikować.
Komentarzy chcę, bo chcę, bo jestem próżna, bo chcę, żeby ktoś mnie czytał, ocenił, żeby przeżywał moje pisanie tak, jak ja. Więc chcę komentarzy i nie wstydzę się tego. Bo to jest tak, że najpierw piszę dla siebie, ale dla mnie jest sam moment pisania, a potem... Potem, to ten tekst już jest dla kogoś. Nie wiem, czy to ma sens :)
Ale brak komentarzy na pewno nie sprawi, że przestanę pisać. Tylko Wen ma nade mną taką moc :)
no subject
Date: 2009-05-05 08:47 pm (UTC)Wychodzi na to, że wiele opowiadań powstaje na zasadzie: "Chcę o tym poczytać. O cholera. Jak chcę poczytać, to sobie najpierw muszę sama napisać...". Ja na takiej zasadzie pisałam "Parę nasyconą".
I też uważam, że nie ma co ze sobą walczyć. Piszesz dla przyjemności, prawda? Czyli możesz pisać, na co masz ochotę. W pewnym momencie pstryczek się sam przestawi i dla odmiany fanfiction pójdzie na boczny tor. Masz frajdę - znaczy się, dobrze się dzieje :). A swoją drogą muszę się w końcu wziąć za Twoje fanfiki - od wieeeeelu miesięcy nie czytam fanfiction (poza tekstami napisanymi na pojedynki ze mną) i czas zrobić dla kogoś wyjątek. Jak pisałam na Mirriel - fanfików nie da się czytać w tramwaju. Niby można drukować, ale umówmy się, że każdy budżet zniesie tylko określoną ilość drukowania, a ja szybko czytam.
Komentarz to jest takie pudełko z niespodzianką. Jestem zafascynowana samym faktem, ze ktoś się mną zainteresował, wchodzi ze mną w jakąś interakcję. Komentarze do notek na lj-u są niewiele mniej emocjonujące od komentarzy pod tekstami, a niekiedy nawet bardziej.
no subject
Date: 2009-05-05 08:48 pm (UTC)no subject
Date: 2009-05-05 08:49 pm (UTC)no subject
Date: 2009-05-05 09:44 pm (UTC)Ja w ten sposób napisałam sobie Draco/Astoria. I dalej piszę, bo mi mało :) No i oczywiście tylko ja wiem, jak to było naprawdę.
A swoją drogą muszę się w końcu wziąć za Twoje fanfiki - od wieeeeelu miesięcy nie czytam fanfiction (poza tekstami napisanymi na pojedynki ze mną) i czas zrobić dla kogoś wyjątek.
Jak bym była pokornym, skromnym człowiekiem, powiedziałabym: nie, nie musisz, nie zawracaj sobie głowy!...
Ale obie wiemy, że nie jestem ani pokorna, ani skromna. Więc nie powiem nic :) Ja natomiast muszę skomentować Ci to, co przeczytałam *rumieni się* Bo widzisz, ja znam i "Parę nasyconą", i sequel, i ostatnio zaczęłam czytać "Tanię" - więc jestem czasem złym, niekomentującym czytelnikiem. Co jest z mojej strony okropne, bo przecież z pierwszej ręki wiem, jakie to ważne dać autorowi znak, że przeczytałam jego tekst! Ostatnio czytałam "Bilet w jedną stronę" w tłumaczeniu Vianne... I nie mam czasu komentować.
Ale wszystko nadrobię, obiecuję. A po "Śmierci cesarza Klaudiusza", to mam tym większą ochotę na Twoje teksty :)
I dziękuję za życzenia! :*
no subject
Date: 2009-05-05 10:01 pm (UTC)Zbolały Hubert: Kefir? A czy to ma witamimy?
Krztusząca Się Semcia: Tak
Zbolały Hubert: To ja nie chcę!
Krztusząca się Semcia: *TRUP*
Do dzisiaj nie wiem, czy to tylko tak przypadkiem wyszło, czy faktycznie Hubert przeczytał Tołstoja i cytował, nie wiedząc, że rozmawia z autorką.