Historia a patriotyzm
Oct. 24th, 2008 10:02 amZrobiłam błąd i przeczytałam artykuł nie dość, że o polityce, to jeszcze o prezydencie. KLIK.
W kwestii nauczycielskiego pensum się nie wypowiadam, bo i się nie znam. Ale druga część wypowiedzi to zupełnie inna bajka. Spójrzcie:
Mimo to prezydent po raz kolejny powoływał się wczoraj na przykład, który ma być dowodem na zagrożenie germanizacją polskich szkół: - Jest sprawa wychowania patriotycznego. A znam przypadki, że dyrektor muzeum nie jest w stanie urządzić wystawy związanej z 90.rocznicą bo władze powiatowe wolą historię tego regionu, który odpadł od Polski w XXII wieku. Więc wiadomo, czyja to historia. I temu mówię nie.
Wcześniej prezydentowi nie podobało się, że po nowelizacji ustawy oświatowej samorząd mógłby przekazać prowadzenie szkoły organizacji pozarządowej. Podkreślał, że po wprowadzeniu reformy "będziemy mieli nie jeden, ale wiele systemów oświaty" i dlatego "polskość jest zagrożona".
Pomijam literówkę z XXII wiekiem, ewidentnie miał być XII. Ale uczenie na historii patriotyzmu i moralności? Ke?
Nikt się na historii patriotyzmu nie nauczy, bo i historia żadnego narodu nie jest pełna światłych mężów działających w natchnieniu swoim dla najlepszego ojczyzny pożytku. Tacy też się, oczywiście, zdarzają. I zdarzają się regularne świnie nadające się świetnie na przykład negatywny. Ale większość? Ani tacy, ani tacy, wieloznaczni, ze wzlotami i upadkami, zaletami i wadami, a do tego z górą spraw niewyjaśnionych, nieznanych. Skoro mówimy o fascynacjach prezydenta, weźmy II RP. Do 1926 chaos wewnętrzny, rozdrobnienie polityczne, niezbyt stabilne rządy - takie uczenie się demokracji i rządzenia własnym państwem. Z jednej strony olśniewająca legenda odzyskania niepodległości po latach niewoli, z drugiej jakoś się to w rękach rozłaziło. Sytuacja międzynarodowa była trudna, sojusze mało korzystne, ale przecież nie można tworzyć teorii, że padliśmy ofiarą egoizmu i knowań Europy. Każde państwo jest egoistą i knuje, bo własny obywatel jest ważniejszy od obcych, taka rola normalnego państwa. A po 1926? Piłsudski jest wielką legendą i przez to często gęsto jest traktowany bezkrytycznie. Tymczasem niektóre jego wywiady są tak przepełnione chamstwem (nie mówiąc o lekceważeniu reguł języka polskiego), że aż przykro patrzeć. Zresztą autorytaryzm pisudczyków był prawdopodobnie w jakiś sposób inspirowany włoskim faszyzmem. I to też trudno jednoznacznie krytykować, bo fala podobnych dyktatur przechodziła wtedy przez całą Europę, a wzór włoski wydawał się dobry, bo skuteczny (uwaga! faszyzm w wydaniu włoskim nie jest totalitaryzmem!).
Powyższa plątanina "za i przeciw" to tylko przykład. Jak się z tego uczyć patriotyzmu? Jak czerpać heroiczne wzorce? Można się nauczyć myślenia, analizy, czytania między wierszami, sprawdzania informacji, nieufności do jednoznacznych stwierdzeń, ogarniania złożonych zjawisk, nietworzenia czarno-białych schematów. Co do wystaw na temat historii regionu, to aż mi się nasuwa przykład własnego podwórka. Jeśli będziemy mówić o Śląsku odwiecznie polskim, to nic nie zrozumiemy. Dolny Śląsk był przed II wojną światową jednoznacznie niemiecki i żadne nauki patriotyzmu tego nie zmienią. Teraz jest polski i trzeba to jakoś pogodzić. Kłamstwo niczego nie rozwiąże. Swoją drogą - tak zwana nowoczesna świadomość narodowa to wynalazek XIX-wieczny. Wcześniej nikt o niczym takim nie słyszał i przenoszenie tego pojęcia na czasy sprzed wojen napoleońskich to równie idiotyczny pomysł, jak mówienie o klasie robotniczej w antyku.
W sumie ideałem by było, gdyby patriotyzmu uczyło się na WOS-ie. Przy okazji ustroju RP. A już najlepiej podczas omawiania praw i obowiązków obywatelskich. Wtedy można uczciwie i bez naginania faktów zarzucić ludzi ideałami tudzież szczytnymi teoriami i nawet mieć uzasadnioną nadzieję, że coś potem przejdzie na praktykę.
W kwestii nauczycielskiego pensum się nie wypowiadam, bo i się nie znam. Ale druga część wypowiedzi to zupełnie inna bajka. Spójrzcie:
Mimo to prezydent po raz kolejny powoływał się wczoraj na przykład, który ma być dowodem na zagrożenie germanizacją polskich szkół: - Jest sprawa wychowania patriotycznego. A znam przypadki, że dyrektor muzeum nie jest w stanie urządzić wystawy związanej z 90.rocznicą bo władze powiatowe wolą historię tego regionu, który odpadł od Polski w XXII wieku. Więc wiadomo, czyja to historia. I temu mówię nie.
Wcześniej prezydentowi nie podobało się, że po nowelizacji ustawy oświatowej samorząd mógłby przekazać prowadzenie szkoły organizacji pozarządowej. Podkreślał, że po wprowadzeniu reformy "będziemy mieli nie jeden, ale wiele systemów oświaty" i dlatego "polskość jest zagrożona".
Pomijam literówkę z XXII wiekiem, ewidentnie miał być XII. Ale uczenie na historii patriotyzmu i moralności? Ke?
Nikt się na historii patriotyzmu nie nauczy, bo i historia żadnego narodu nie jest pełna światłych mężów działających w natchnieniu swoim dla najlepszego ojczyzny pożytku. Tacy też się, oczywiście, zdarzają. I zdarzają się regularne świnie nadające się świetnie na przykład negatywny. Ale większość? Ani tacy, ani tacy, wieloznaczni, ze wzlotami i upadkami, zaletami i wadami, a do tego z górą spraw niewyjaśnionych, nieznanych. Skoro mówimy o fascynacjach prezydenta, weźmy II RP. Do 1926 chaos wewnętrzny, rozdrobnienie polityczne, niezbyt stabilne rządy - takie uczenie się demokracji i rządzenia własnym państwem. Z jednej strony olśniewająca legenda odzyskania niepodległości po latach niewoli, z drugiej jakoś się to w rękach rozłaziło. Sytuacja międzynarodowa była trudna, sojusze mało korzystne, ale przecież nie można tworzyć teorii, że padliśmy ofiarą egoizmu i knowań Europy. Każde państwo jest egoistą i knuje, bo własny obywatel jest ważniejszy od obcych, taka rola normalnego państwa. A po 1926? Piłsudski jest wielką legendą i przez to często gęsto jest traktowany bezkrytycznie. Tymczasem niektóre jego wywiady są tak przepełnione chamstwem (nie mówiąc o lekceważeniu reguł języka polskiego), że aż przykro patrzeć. Zresztą autorytaryzm pisudczyków był prawdopodobnie w jakiś sposób inspirowany włoskim faszyzmem. I to też trudno jednoznacznie krytykować, bo fala podobnych dyktatur przechodziła wtedy przez całą Europę, a wzór włoski wydawał się dobry, bo skuteczny (uwaga! faszyzm w wydaniu włoskim nie jest totalitaryzmem!).
Powyższa plątanina "za i przeciw" to tylko przykład. Jak się z tego uczyć patriotyzmu? Jak czerpać heroiczne wzorce? Można się nauczyć myślenia, analizy, czytania między wierszami, sprawdzania informacji, nieufności do jednoznacznych stwierdzeń, ogarniania złożonych zjawisk, nietworzenia czarno-białych schematów. Co do wystaw na temat historii regionu, to aż mi się nasuwa przykład własnego podwórka. Jeśli będziemy mówić o Śląsku odwiecznie polskim, to nic nie zrozumiemy. Dolny Śląsk był przed II wojną światową jednoznacznie niemiecki i żadne nauki patriotyzmu tego nie zmienią. Teraz jest polski i trzeba to jakoś pogodzić. Kłamstwo niczego nie rozwiąże. Swoją drogą - tak zwana nowoczesna świadomość narodowa to wynalazek XIX-wieczny. Wcześniej nikt o niczym takim nie słyszał i przenoszenie tego pojęcia na czasy sprzed wojen napoleońskich to równie idiotyczny pomysł, jak mówienie o klasie robotniczej w antyku.
W sumie ideałem by było, gdyby patriotyzmu uczyło się na WOS-ie. Przy okazji ustroju RP. A już najlepiej podczas omawiania praw i obowiązków obywatelskich. Wtedy można uczciwie i bez naginania faktów zarzucić ludzi ideałami tudzież szczytnymi teoriami i nawet mieć uzasadnioną nadzieję, że coś potem przejdzie na praktykę.