Wariacja na temat Katherine
Nov. 19th, 2011 01:05 amTytuł: Wariacja na temat Katherine
Fandom: The Vampire Diaries
Ilość słów: 1000
Spoilery: do końca II sezonu (napisane przed III)
A/N: Damon/Katherine, AU od 2x01. Tekst pojedynkowy z Mirriel, który miałam tu przekleić sto lat temu, tylko oczywiście zapomniałam. Teraz poczułam, że zbliża się aktualizacja masterlist, więc dobrze by było mieć wszystko w jednym miejscu. Tekst zawiera cytaty z całego drugiego sezonu, użyte na ogół (choć nie zawsze) bez jakiegokolwiek poszanowania tego, gdzie były i jaką funkcję pełniły w kanonie. Tłumaczenie ― własne.
Wariacja na temat Katherine
To jest tak: Katherine wraca i pozwala się pocałować na ganku, po czym zaczyna siać śmierć i zniszczenie, mimochodem bawiąc się ze wszystkimi w kotka i myszkę i od niechcenia przebijając Stefana stalowym prętem.
Dla Damona dzień kończy się leżeniem na własnym dywanie i atakiem paniki, jakiego nie zaznał od stu czterdziestu pięciu lat. Strzelają guziki i fruwają meble, światy zamieniają się miejscami, Damon odruchowo odsłania szyję, czuje wędrujące po niej usta i przez krótką chwilę nie jest niczym więcej, tylko tym małym kawałkiem skóry.
― To może być moment, który nas zdefiniuje ― mówi potem w przypływie niewczesnego sentymentalizmu, a Katherine śmieje się i siada mu na biodrach, dając znak do rozpoczęcia rundy drugiej.
***
Stefan dowiaduje się o wszystkim następnego ranka, ponieważ Damona na tym etapie nie jest w stanie powstrzymać się przed konfrontacją i kompulsywnym wykładaniem kart na stół.
― To szaleństwo, wiesz o tym.
― Boisz się, że historia się powtórzy?
― Historia się nie powtórzy.
― A jeśli nawet tak, to co?
Podczas tej rozmowy Damon nie spuszcza wzroku z twarzy Eleny (Elena jest wariacją na temat Katherine), mimowolnie szukając różnic. Robił to już wiele razy, ale nigdy nie udało mu się doprowadzić do jednoznacznego rozstrzygnięcia, więc liczy, że teraz, z pamięcią odświeżoną i ostrą jak brzytwa, znajdzie wreszcie odpowiedź.
Nie potrafi powiedzieć Elenie i Stefanowi, czego chce Katherine, to jedna z tych rzeczy, o których nie chce myśleć, bo obawia się, że mógłby odkryć prawdę, a, jak uczy doświadczenie, żaden z nich nigdy nie wyszedł dobrze na dowiedzeniu się czegoś o Katherine. Zamiast tego pozwala awanturze urosnąć do absurdalnych rozmiarów, wbija bratu kilka szpil, a kiedy Elena wzrusza obojętnie ramionami i zaczyna się zbierać do wyjścia, Damon nawet nie próbuje gryźć się w język.
― Ty i Katherine macie dużo więcej wspólnego niż tylko wygląd ― mówi, żeby mieć ostatnie słowo.
Potem zaczyna w to wierzyć.
***
Kiedy Damon Salvatore był człowiekiem, liczyło się, czy jest demokratą czy abolicjonistą, czy zostanie lekarzem czy plantatorem, z kim się ożeni i jak ukształtuje swoje życie, czy stanie się bohaterem czy dezerterem. To wszystko były sprawy życia i śmierci, które zmieniały w jakiś sposób porządek świata. Kiedy został wampirem, utracił wszelką moc sprawczą, teraz należą do niego wyłącznie decyzje jednostkowe, pojedyncza zagłada lub pojedyncze ocalenie, porządek symboliczny został mu odebrany raz na zawsze.
Dlatego Damon jedzie z Alarikiem do Duke i wysłuchuje legendy o klątwie słońca i księżyca, po czym traci zainteresowanie całą sprawą. Nie potrzebuje kazań Stefana, by rozumieć, że to, co robi, to jakieś pokrętne dążenie do autodestrukcji, że Katherine działa wyłącznie we własnym interesie i nie obchodzi jej, kto przy tym ucierpi. Wie o tym doskonale, ostatecznie gdyby to on rozdawał karty, robiłby dokładnie to samo co ona.
Tymczasem Katherine pojawia się i znika jak zjawa. Czasem wyciąga go z łóżka w środku nocy zupełnie jak kiedyś, w pośpiechu i z krwią w kąciku ust, a on godzi się wtedy na wszystko i nie zadaje pytań, bo już dawno nauczył się, że skoro i tak nic od niego nie zależy, to nigdy nie powinien tracić szansy na przeżycie czegoś pięknego.
Czasem zatrzaskuje jej drzwi przed nosem, po czym wyrusza ze Stefanem, by ratować porwaną Elenę, albo odcina się od wszelkiego heroizmu i namawia Ricka na całonocne pijaństwo, które na szczęście nie kończy się zwierzeniami, bo tego doprawdy byłoby już zbyt wiele.
Czasem wyobraża sobie Katherine, kiedy rozmawia z Eleną, albo nawet na odwrót, ale szybko dochodzi do wniosku, że nie ma to zbyt wielkiego sensu.
Czasem wydaje mu się, że cały świat jest wariacją na temat Katherine.
***
Stefan domaga się od niego jakiegoś rozstrzygnięcia i samookreślenia; nawet jeśli sam doskonale wie, kim jest i na czym stoi, nie może zdecydować o losie Katherine bez brata, to od początku była sprawa wspólna.
Kiedy pojawia się Rose, kwestia określenia swojego stanowiska staje się coraz bardziej paląca. Teoretycznie Damonowi powinno być coraz trudniej ignorować to, że w grze rozgrywanej przez Katherine stawką zapewne są głowy (jego w pierwszym rzędzie, Trevor już swoją stracił), ale nawet kiedy był człowiekiem świadomość konsekwencji nie była dla niego wystarczającą motywacją do podjęcia rozsądnej decyzji.
Damon na dobrą sprawę nigdy nie przywiązywał się przesadnie do definicji. Czuł się świetnie w półcieniu, w szarej strefie, przyswoił sobie postmodernistyczny sposób myślenia do tego stopnia, że niekiedy wydaje mu się wręcz, że był taki od zawsze, zanurzony w relatywizmach i niejasnościach jeszcze zanim świat usłyszał o teorii względności czy kwantach. Nie potrzebuje określonej roli ani ścisłych granic samego siebie, nie troszczy się o precyzyjne rozróżnianie pojęć, wyrósł z fałszywego poczucia bezpieczeństwa, jakie dają aksjomaty. Dla Stefana jedna kropla krwi może oznaczać być albo nie być, absolutne przewartościowanie świata, ale Damon może robić, co tylko zechce, pomóc lub skrzywdzić, uratować lub zabić, uszczęśliwić lub upokorzyć, żadne działanie pod wpływem impulsu nie narusza podstaw jego egzystencji.
― Mój słodki, niewinny Damon ― szepcze do niego Katherine niedługo przed pełnią księżyca, a on parska śmiechem na tę próbę definicji (równie chybioną jak każda inna) i wbija jej zęby w udo.
***
Księżycowy kamień już od wielu dni leży w szufladzie jego biurka i Damon ma niekiedy wrażenie, że Stefan czy Katherine zaczynają coś podejrzewać, ale jest w impasie i doskonale wie, że nie wyjdzie z niego, dopóki nie wyrwą go jakieś czynniki zewnętrzne. Ostatecznie życie w ciszy przed burzą to nie jest takie złe wyjście, robił to tyle razy, że ma już pewną wprawę.
Kiedy w nocy przychodzi Katherine, Damon śni o rękach Eleny oplatających go jak węże, znajome uczucie, pod wpływem którego odchyla głowę i odsłania szyję, a kiedy czuje palce (być może własne) prześlizgujące mu się po gardle, przestaje go interesować, czy to sen, czy jawa.
― Pocałuj mnie, Damon ― szepcze mu Katherine wprost do ucha. ― Pocałuj mnie. Ona też to poczuje.
Damon czuje ciarki przechodzące mu po plecach i przez bardzo krótki moment ma odruch zastanowienia się, czy to może być prawda, ale szybko przypomina sobie, że przecież to nie ma żadnego znaczenia.
Ostatecznie to on, nie Elena, jest wariacją na temat Katherine.
Fandom: The Vampire Diaries
Ilość słów: 1000
Spoilery: do końca II sezonu (napisane przed III)
A/N: Damon/Katherine, AU od 2x01. Tekst pojedynkowy z Mirriel, który miałam tu przekleić sto lat temu, tylko oczywiście zapomniałam. Teraz poczułam, że zbliża się aktualizacja masterlist, więc dobrze by było mieć wszystko w jednym miejscu. Tekst zawiera cytaty z całego drugiego sezonu, użyte na ogół (choć nie zawsze) bez jakiegokolwiek poszanowania tego, gdzie były i jaką funkcję pełniły w kanonie. Tłumaczenie ― własne.
Wariacja na temat Katherine
To jest tak: Katherine wraca i pozwala się pocałować na ganku, po czym zaczyna siać śmierć i zniszczenie, mimochodem bawiąc się ze wszystkimi w kotka i myszkę i od niechcenia przebijając Stefana stalowym prętem.
Dla Damona dzień kończy się leżeniem na własnym dywanie i atakiem paniki, jakiego nie zaznał od stu czterdziestu pięciu lat. Strzelają guziki i fruwają meble, światy zamieniają się miejscami, Damon odruchowo odsłania szyję, czuje wędrujące po niej usta i przez krótką chwilę nie jest niczym więcej, tylko tym małym kawałkiem skóry.
― To może być moment, który nas zdefiniuje ― mówi potem w przypływie niewczesnego sentymentalizmu, a Katherine śmieje się i siada mu na biodrach, dając znak do rozpoczęcia rundy drugiej.
***
Stefan dowiaduje się o wszystkim następnego ranka, ponieważ Damona na tym etapie nie jest w stanie powstrzymać się przed konfrontacją i kompulsywnym wykładaniem kart na stół.
― To szaleństwo, wiesz o tym.
― Boisz się, że historia się powtórzy?
― Historia się nie powtórzy.
― A jeśli nawet tak, to co?
Podczas tej rozmowy Damon nie spuszcza wzroku z twarzy Eleny (Elena jest wariacją na temat Katherine), mimowolnie szukając różnic. Robił to już wiele razy, ale nigdy nie udało mu się doprowadzić do jednoznacznego rozstrzygnięcia, więc liczy, że teraz, z pamięcią odświeżoną i ostrą jak brzytwa, znajdzie wreszcie odpowiedź.
Nie potrafi powiedzieć Elenie i Stefanowi, czego chce Katherine, to jedna z tych rzeczy, o których nie chce myśleć, bo obawia się, że mógłby odkryć prawdę, a, jak uczy doświadczenie, żaden z nich nigdy nie wyszedł dobrze na dowiedzeniu się czegoś o Katherine. Zamiast tego pozwala awanturze urosnąć do absurdalnych rozmiarów, wbija bratu kilka szpil, a kiedy Elena wzrusza obojętnie ramionami i zaczyna się zbierać do wyjścia, Damon nawet nie próbuje gryźć się w język.
― Ty i Katherine macie dużo więcej wspólnego niż tylko wygląd ― mówi, żeby mieć ostatnie słowo.
Potem zaczyna w to wierzyć.
***
Kiedy Damon Salvatore był człowiekiem, liczyło się, czy jest demokratą czy abolicjonistą, czy zostanie lekarzem czy plantatorem, z kim się ożeni i jak ukształtuje swoje życie, czy stanie się bohaterem czy dezerterem. To wszystko były sprawy życia i śmierci, które zmieniały w jakiś sposób porządek świata. Kiedy został wampirem, utracił wszelką moc sprawczą, teraz należą do niego wyłącznie decyzje jednostkowe, pojedyncza zagłada lub pojedyncze ocalenie, porządek symboliczny został mu odebrany raz na zawsze.
Dlatego Damon jedzie z Alarikiem do Duke i wysłuchuje legendy o klątwie słońca i księżyca, po czym traci zainteresowanie całą sprawą. Nie potrzebuje kazań Stefana, by rozumieć, że to, co robi, to jakieś pokrętne dążenie do autodestrukcji, że Katherine działa wyłącznie we własnym interesie i nie obchodzi jej, kto przy tym ucierpi. Wie o tym doskonale, ostatecznie gdyby to on rozdawał karty, robiłby dokładnie to samo co ona.
Tymczasem Katherine pojawia się i znika jak zjawa. Czasem wyciąga go z łóżka w środku nocy zupełnie jak kiedyś, w pośpiechu i z krwią w kąciku ust, a on godzi się wtedy na wszystko i nie zadaje pytań, bo już dawno nauczył się, że skoro i tak nic od niego nie zależy, to nigdy nie powinien tracić szansy na przeżycie czegoś pięknego.
Czasem zatrzaskuje jej drzwi przed nosem, po czym wyrusza ze Stefanem, by ratować porwaną Elenę, albo odcina się od wszelkiego heroizmu i namawia Ricka na całonocne pijaństwo, które na szczęście nie kończy się zwierzeniami, bo tego doprawdy byłoby już zbyt wiele.
Czasem wyobraża sobie Katherine, kiedy rozmawia z Eleną, albo nawet na odwrót, ale szybko dochodzi do wniosku, że nie ma to zbyt wielkiego sensu.
Czasem wydaje mu się, że cały świat jest wariacją na temat Katherine.
***
Stefan domaga się od niego jakiegoś rozstrzygnięcia i samookreślenia; nawet jeśli sam doskonale wie, kim jest i na czym stoi, nie może zdecydować o losie Katherine bez brata, to od początku była sprawa wspólna.
Kiedy pojawia się Rose, kwestia określenia swojego stanowiska staje się coraz bardziej paląca. Teoretycznie Damonowi powinno być coraz trudniej ignorować to, że w grze rozgrywanej przez Katherine stawką zapewne są głowy (jego w pierwszym rzędzie, Trevor już swoją stracił), ale nawet kiedy był człowiekiem świadomość konsekwencji nie była dla niego wystarczającą motywacją do podjęcia rozsądnej decyzji.
Damon na dobrą sprawę nigdy nie przywiązywał się przesadnie do definicji. Czuł się świetnie w półcieniu, w szarej strefie, przyswoił sobie postmodernistyczny sposób myślenia do tego stopnia, że niekiedy wydaje mu się wręcz, że był taki od zawsze, zanurzony w relatywizmach i niejasnościach jeszcze zanim świat usłyszał o teorii względności czy kwantach. Nie potrzebuje określonej roli ani ścisłych granic samego siebie, nie troszczy się o precyzyjne rozróżnianie pojęć, wyrósł z fałszywego poczucia bezpieczeństwa, jakie dają aksjomaty. Dla Stefana jedna kropla krwi może oznaczać być albo nie być, absolutne przewartościowanie świata, ale Damon może robić, co tylko zechce, pomóc lub skrzywdzić, uratować lub zabić, uszczęśliwić lub upokorzyć, żadne działanie pod wpływem impulsu nie narusza podstaw jego egzystencji.
― Mój słodki, niewinny Damon ― szepcze do niego Katherine niedługo przed pełnią księżyca, a on parska śmiechem na tę próbę definicji (równie chybioną jak każda inna) i wbija jej zęby w udo.
***
Księżycowy kamień już od wielu dni leży w szufladzie jego biurka i Damon ma niekiedy wrażenie, że Stefan czy Katherine zaczynają coś podejrzewać, ale jest w impasie i doskonale wie, że nie wyjdzie z niego, dopóki nie wyrwą go jakieś czynniki zewnętrzne. Ostatecznie życie w ciszy przed burzą to nie jest takie złe wyjście, robił to tyle razy, że ma już pewną wprawę.
Kiedy w nocy przychodzi Katherine, Damon śni o rękach Eleny oplatających go jak węże, znajome uczucie, pod wpływem którego odchyla głowę i odsłania szyję, a kiedy czuje palce (być może własne) prześlizgujące mu się po gardle, przestaje go interesować, czy to sen, czy jawa.
― Pocałuj mnie, Damon ― szepcze mu Katherine wprost do ucha. ― Pocałuj mnie. Ona też to poczuje.
Damon czuje ciarki przechodzące mu po plecach i przez bardzo krótki moment ma odruch zastanowienia się, czy to może być prawda, ale szybko przypomina sobie, że przecież to nie ma żadnego znaczenia.
Ostatecznie to on, nie Elena, jest wariacją na temat Katherine.