Drabble, kto zamawiał drabble?
May. 29th, 2006 10:31 pmPierwszy napisany, kolejne będę dodawać jak Wen pozwoli. Dziękuję Kubisiowi(
kubis), mojej Muzie!
szarooka
Skoro pełna dowolność to ja poproszę Remusa. Remusa grzesznego, może nawet ciut niemoralnego, Remusa, który ma kudłate myśli. Remusa nie-Huncwota, lecz Remusa dojrzałego. A także w miarę kanonicznego...
Herbata
- Padam z nóg.
- Możesz paść na ten fotel.
Aurorka usiadła na wskazanym miejscu, rozłożyła się wygodnie, zamknęła oczy i odchyliła głowę.
- Zrobię ci herbaty.
- Przypomnij mi, że mam cię ozłocić.
Ze swojego miejsca w kuchni Remus doskonale widział na wpół uśpioną Tonks. Mysie włosy spadały jej na czoło, pierś regularnie podnosiła się i opadała w rytm spokojnego oddechu.
Ciekawe, co by zrobiła, gdyby obudził ją pocałunkiem?
- O nie, Lupin – powiedział sobie stanowczo. – Nawet o tym nie myśl.
A gdyby?
Teoretycznie mógłby teraz podejść, pocałować ją, dotknąć, wziąć na ręce, szepnąć do ucha to i owo... O ile znał się na ludziach, wtuliłaby się w niego, mrucząc jak kotka. Niewykluczone, że poczułby po chwili, jak guziki jego koszuli ustępują pod leniwymi palcami, a potem...
- Łapy przy sobie, Lupin – nakazał sobie surowo w myślach. – I wszystko inne też stanowczo przy sobie.
Mocny w swym postanowieniu wziął gotową herbatę ze stołu i poszedł w stronę fotela.
Kobieta poruszyła się we śnie, bezwiednie trąciła go ręką w udo.
- Tonks?
- Mhm... – mruknęła, budząc się z drzemki.
- Herbata.
- Dzięki.
Przeciągnęła się, sięgnęła po kubek. Po chwili siedziała zgarbiona, sącząc gorący napój.
- Chodź do mnie, dziewczyno, rozmasuję ci plecy.
I oto odsłona druga. SWS - nie bijcie!
kubis
Kogo ja mogę chcieć? Syriusza albo Remusa, Remus zajęty, więc Syriusza :))
Podróże kształcą
- Łapa, musimy pogadać.
- Ale koniecznie?
- Absolutnie.
Syriusz niechętnie zamknął Mały atlas zwierząt afrykańskich i spojrzał prosto w oczy Remusa.
- Więc?
- Madagaskar.
- Jedziemy? – w głosie Blacka zabrzmiała nadzieja.
- A po co? dopiero wróciliśmy.
- Nie no, tak pytam.
- Jakiś dziwny jesteś, od kiedy wróciliśmy.
- Wydaje ci się.
- Posmutniałeś, zmarkotniałeś, mało jesz, nie sypiasz po nocach... Łapa, kogo ty chcesz oszukać?
- Pieprzycie, towarzyszu.
- Uwielbiam, kiedy kończą ci się argumenty. Przecież nic takiego się nie stało! Nie masz się czym przejmować. Nie poznaję cię, Łapa.
- Co ty tam wiesz... – Black zapatrzył się tępo w ścianę.
- To, że daliśmy Voldemortowi uciec, to jeszcze nie koniec świata! Złapiemy go następnym razem, zobaczysz!
- Voldemort... – mruknął z pogardą Syriusz.
- O co ci chodzi, człowieku?
- O nic... Masz rację, Remusie. Złapiemy Voldemorta następnym razem. Rzeczywiście nie ma się czym przejmować.
- Na pewno?
- Na pewno.
Napełniony otuchą Lupin odszedł w stronę kuchni, by zaparzyć herbaty, a Łapa sięgnął znów po Atlas... i melancholijnie otworzył Indeks na literze „M”.
- Ani nie napisze, ani nie zadzwoni... - pomyślał ze smutkiem.
Wiedźma Wiedźmę lepiej zrozumie, niż Wiedźma Jima. Ale przynajmniej próbowałam.
mlekopijca
Będę perfidna. Bierzmy kociołek i mieszamy: Dużo, dużo Jamesa. Dużo powagi. I jednego rudego kota.
Dziecko
W ciąży? Przecież to kompletnie bez sensu.
Wiedział, skąd się biorą dzieci. Ale w jakiś magiczny sposób nie łączył tego w ogóle z tym, co on i Lily robili nocami. James Potter ojcem? Przecież to absurd!
Nie do końca pamiętał, co jej powiedział, był za bardzo zszokowany. Niewykluczone, że zachował się jak kompletny idiota. O to będzie się martwił później.
Dziecko? Małe, pomarszczone, wrzeszczące? Trzeba je będzie karmić, przewijać, wstawać do niego nocami, bawić się z nim i izolować je od ukochanego, rudego kota Lily? Teraz? W takich czasach? Wariactwo.
Nie był stworzony do pieluch, zupek i przecierów. On, Jim, sprawdzający, czy woda w wanience jest ciepła? A wcześniej znoszący kaprysy żony? Czy to prawda, że ciężarne są takie marudne?
Usłyszał kroki bosych stóp, kobiece ramiona objęły go w pasie, ciepłe ciało przylgnęło do jego pleców.
- Tu jesteś...
- Nie śpisz?
- Trochę się boję, wiesz?
Obrócił się i przytulił ją mocno. No to nie jesteś sama, kochanie – pomyślał sarkastycznie.
Dopiero parę miesięcy potem, kiedy zobaczył starego pana Meadowes próbującego się dowiedzieć, co się stało z Dorcas, wpadł na to, że Lily bała się czegoś innego. Wtedy zaczął się bać naprawdę.
Skoro pełna dowolność to ja poproszę Remusa. Remusa grzesznego, może nawet ciut niemoralnego, Remusa, który ma kudłate myśli. Remusa nie-Huncwota, lecz Remusa dojrzałego. A także w miarę kanonicznego...
Herbata
- Padam z nóg.
- Możesz paść na ten fotel.
Aurorka usiadła na wskazanym miejscu, rozłożyła się wygodnie, zamknęła oczy i odchyliła głowę.
- Zrobię ci herbaty.
- Przypomnij mi, że mam cię ozłocić.
Ze swojego miejsca w kuchni Remus doskonale widział na wpół uśpioną Tonks. Mysie włosy spadały jej na czoło, pierś regularnie podnosiła się i opadała w rytm spokojnego oddechu.
Ciekawe, co by zrobiła, gdyby obudził ją pocałunkiem?
- O nie, Lupin – powiedział sobie stanowczo. – Nawet o tym nie myśl.
A gdyby?
Teoretycznie mógłby teraz podejść, pocałować ją, dotknąć, wziąć na ręce, szepnąć do ucha to i owo... O ile znał się na ludziach, wtuliłaby się w niego, mrucząc jak kotka. Niewykluczone, że poczułby po chwili, jak guziki jego koszuli ustępują pod leniwymi palcami, a potem...
- Łapy przy sobie, Lupin – nakazał sobie surowo w myślach. – I wszystko inne też stanowczo przy sobie.
Mocny w swym postanowieniu wziął gotową herbatę ze stołu i poszedł w stronę fotela.
Kobieta poruszyła się we śnie, bezwiednie trąciła go ręką w udo.
- Tonks?
- Mhm... – mruknęła, budząc się z drzemki.
- Herbata.
- Dzięki.
Przeciągnęła się, sięgnęła po kubek. Po chwili siedziała zgarbiona, sącząc gorący napój.
- Chodź do mnie, dziewczyno, rozmasuję ci plecy.
I oto odsłona druga. SWS - nie bijcie!
Kogo ja mogę chcieć? Syriusza albo Remusa, Remus zajęty, więc Syriusza :))
Podróże kształcą
- Łapa, musimy pogadać.
- Ale koniecznie?
- Absolutnie.
Syriusz niechętnie zamknął Mały atlas zwierząt afrykańskich i spojrzał prosto w oczy Remusa.
- Więc?
- Madagaskar.
- Jedziemy? – w głosie Blacka zabrzmiała nadzieja.
- A po co? dopiero wróciliśmy.
- Nie no, tak pytam.
- Jakiś dziwny jesteś, od kiedy wróciliśmy.
- Wydaje ci się.
- Posmutniałeś, zmarkotniałeś, mało jesz, nie sypiasz po nocach... Łapa, kogo ty chcesz oszukać?
- Pieprzycie, towarzyszu.
- Uwielbiam, kiedy kończą ci się argumenty. Przecież nic takiego się nie stało! Nie masz się czym przejmować. Nie poznaję cię, Łapa.
- Co ty tam wiesz... – Black zapatrzył się tępo w ścianę.
- To, że daliśmy Voldemortowi uciec, to jeszcze nie koniec świata! Złapiemy go następnym razem, zobaczysz!
- Voldemort... – mruknął z pogardą Syriusz.
- O co ci chodzi, człowieku?
- O nic... Masz rację, Remusie. Złapiemy Voldemorta następnym razem. Rzeczywiście nie ma się czym przejmować.
- Na pewno?
- Na pewno.
Napełniony otuchą Lupin odszedł w stronę kuchni, by zaparzyć herbaty, a Łapa sięgnął znów po Atlas... i melancholijnie otworzył Indeks na literze „M”.
- Ani nie napisze, ani nie zadzwoni... - pomyślał ze smutkiem.
Wiedźma Wiedźmę lepiej zrozumie, niż Wiedźma Jima. Ale przynajmniej próbowałam.
Będę perfidna. Bierzmy kociołek i mieszamy: Dużo, dużo Jamesa. Dużo powagi. I jednego rudego kota.
Dziecko
W ciąży? Przecież to kompletnie bez sensu.
Wiedział, skąd się biorą dzieci. Ale w jakiś magiczny sposób nie łączył tego w ogóle z tym, co on i Lily robili nocami. James Potter ojcem? Przecież to absurd!
Nie do końca pamiętał, co jej powiedział, był za bardzo zszokowany. Niewykluczone, że zachował się jak kompletny idiota. O to będzie się martwił później.
Dziecko? Małe, pomarszczone, wrzeszczące? Trzeba je będzie karmić, przewijać, wstawać do niego nocami, bawić się z nim i izolować je od ukochanego, rudego kota Lily? Teraz? W takich czasach? Wariactwo.
Nie był stworzony do pieluch, zupek i przecierów. On, Jim, sprawdzający, czy woda w wanience jest ciepła? A wcześniej znoszący kaprysy żony? Czy to prawda, że ciężarne są takie marudne?
Usłyszał kroki bosych stóp, kobiece ramiona objęły go w pasie, ciepłe ciało przylgnęło do jego pleców.
- Tu jesteś...
- Nie śpisz?
- Trochę się boję, wiesz?
Obrócił się i przytulił ją mocno. No to nie jesteś sama, kochanie – pomyślał sarkastycznie.
Dopiero parę miesięcy potem, kiedy zobaczył starego pana Meadowes próbującego się dowiedzieć, co się stało z Dorcas, wpadł na to, że Lily bała się czegoś innego. Wtedy zaczął się bać naprawdę.
no subject
Date: 2006-05-29 08:37 pm (UTC)Dziękuję
no subject
Date: 2006-05-30 06:14 pm (UTC)Remus Szarej baaardzo fajny. A Syriusz już gorszy taki, ale i tak fajny w świecie obłąkanego Madagaskaru;)
Do mnie też nie pisze ani nie dzwoni, a w zoofilię nie wpadam...
no subject
Date: 2006-05-30 06:17 pm (UTC)A mówiłam: precyzuj, jak zamawiasz?